Kim była Lizzie Borden?
Lizzie Andrew Borden urodziła się w 1860 roku w Fall River w stanie Massachusetts jako młodsza córka Andrew Jacksona Bordena, zamożnego przedsiębiorcy, który dorobił się fortuny na nieruchomościach, bankowości i fabrykach tekstylnych. Rodzina żyła jednak znacznie skromniej, niż pozwalał na to jej majątek – Andrew był znany z przesadnej wręcz oszczędności, co z czasem stało się źródłem napięć między nim a córkami.
Matka Lizzie zmarła, gdy dziewczynka miała zaledwie dwa lata. Trzy lata później Andrew ożenił się ponownie, z Abby Durfee Gray. Ani Lizzie, ani jej starsza o dziewięć lat siostra Emma nigdy nie zaakceptowały macochy – z czasem przestały nazywać ją „matką”, mówiąc o niej wyłącznie „pani Borden”.
Zbrodnia w Fall River
Rankiem 4 sierpnia 1892 roku Andrew Borden został zamordowany na sofie w salonie – zadano mu jedenaście ciosów toporkiem, głównie w głowę i twarz. Nieco wcześniej, na górze domu, w podobny sposób zginęła Abby – uderzono ją niemal dwadzieścia razy. To Lizzie zaalarmowała służącą Bridget Sullivan, wołając: „Ktoś zabił ojca!”.
Śledztwo szybko skupiło się na niej. Nie znaleziono jednak ani zakrwawionego ubrania, ani jednoznacznego narzędzia zbrodni, ani świadka. Lizzie składała niespójne zeznania – nie potrafiła jasno powiedzieć, gdzie dokładnie przebywała w chwili śmierci ojca. Twierdziła, że była w stodole lub na strychu, szukając ołowiu na ciężarki do wędki. W dniu pogrzebu zwracano uwagę na jej chłód i brak widocznej rozpaczy.
20 czerwca 1893 roku, po zaledwie półtoragodzinnej naradzie, ława przysięgłych uniewinniła Lizzie Borden. Oskarżenie opierało się wyłącznie na poszlakach – nie przedstawiono żadnego bezpośredniego dowodu winy. Sprawa pozostaje nierozwiązana do dziś.
Przeczytaj również:

Ed Gein – na co chorował Rzeźnik z Plainfield?
Co mogło doprowadzić do zbrodni? Tło konfliktu rodzinnego
Zanim sięgniemy po wyjaśnienia psychiatryczne, warto przyjrzeć się temu, co w domu Bordenów działo się na długo przed sierpniem 1892 roku. Historycy kryminalistyki wskazują na kilka nakładających się na siebie źródeł napięcia.
Pieniądze. Andrew Borden regularnie przekazywał majątek rodzinie Abby, czego córki nie potrafiły zaakceptować. Gdy w 1884 roku podarował dom przyrodniej siostrze żony, Lizzie i Emma zażądały w zamian rekompensaty – ojciec ostatecznie spłacił ich roszczenia, ale relacje w rodzinie już się nie odbudowały. Na początku 1892 roku Andrew zaczął przepisywać kolejne nieruchomości na Abby i otwarcie mówić o zmianie testamentu, co siostry odebrały jako zagrożenie dla swojej przyszłości finansowej.
Gołębie. W maju 1892 roku Andrew, przekonany, że hodowane przez Lizzie w stodole gołębie przyciągają złodziei, zabił je. Epizod ten wywołał poważną rodzinną awanturę i według części badaczy stał się symbolicznym punktem zwrotnym w relacji ojca z córką.
Izolacja i „zamknięty dom”. Rodzina mieszkała w skromnej, ciasnej części miasta, mimo że stać ich było na rezydencję w modnej dzielnicy The Hill. Lizzie, mająca wówczas 32 lata, była niezamężną kobietą bez perspektyw życiowych, uwięzioną – dosłownie i w przenośni – w domu, którego architektura (bez korytarzy, z pokojami prowadzącymi bezpośrednio jedne w drugie) potęgowała poczucie duszności. To właśnie tę atmosferę duchoty i stłumienia najmocniej wydobyła w swojej literackiej wersji wydarzeń brytyjska pisarka Angela Carter (o czym więcej w dalszej części artykułu).
Dzień przed morderstwem dom odwiedził również John Vinnicum Morse, brat zmarłej matki Lizzie, by omówić z Andrew sprawy majątkowe – część autorów spekuluje, że rozmowa mogła dotyczyć podziału majątku i dodatkowo zaostrzyć napiętą sytuację.
Czy Lizzie Borden miała zaburzenia psychiczne?
W literaturze i publicystyce poświęconej sprawie Bordenów pojawiło się przez ponad sto lat wiele hipotez medycznych i psychologicznych. Żadna z nich nie została nigdy potwierdzona kliniczną diagnozą – Lizzie nigdy nie była badana psychiatrycznie w dzisiejszym rozumieniu tego słowa, a większość teorii powstała wiele dekad po jej śmierci. Warto je jednak znać, bo dobrze pokazują, jak zmieniało się rozumienie „szaleństwa” u kobiet na przestrzeni ostatnich 130 lat.
Przeczytaj również:

Menendezowie – ofiary czy kaci?
„Histeria” i monomania – wiktoriańskie diagnozy
Już w czasie procesu pojawiały się głosy, że tak brutalnej zbrodni mogła dokonać wyłącznie „osoba niepoczytalna albo szatan w ludzkiej postaci” – i to właśnie na tym argumencie częściowo opierała się linia obrony, przekonująca ławę, że Lizzie nie jest obłąkana, a więc nie mogła tego zrobić. Bostońska prasa donosiła jednak, że część śledczych prywatnie uważała ją za niepoczytalną w chwili zbrodni.
Popularną wówczas koncepcją była tzw. monomania – pogląd, że osoba na co dzień funkcjonująca w pełni racjonalnie może rozwinąć obsesyjną, izolowaną fiksację na jednym temacie, na tyle silną, by doprowadzić ją do aktu przemocy.
Równolegle funkcjonowała diagnoza „histerii” (dosłownie: „błądzącej macicy”) – pojęcie chętnie stosowane wobec „niepokornych” kobiet epoki wiktoriańskiej, wiązane między innymi z cyklem miesiączkowym. Ówcześni kryminolodzy pisali wprost, że „miesiączkowanie może doprowadzić kobiety do najstraszniejszych zbrodni, w wielu przypadkach nawet do morderstwa”. Z dzisiejszej perspektywy żadne z tych rozpoznań nie ma nic wspólnego ze współczesną psychiatrią – były raczej odzwierciedleniem lęku epoki przed kobiecą niezależnością niż opisem stanu zdrowia.
Teoria padaczki skroniowej powiązanej z cyklem miesiączkowym
Jedną z najgłośniejszych, choć mocno kontrowersyjnych hipotez przedstawiła w 1967 roku Victoria Lincoln w książce A Private Disgrace. Autorka twierdziła, że Lizzie od lat cierpiała na „dziwne napady” zbiegające się z jej cyklem, które zinterpretowała jako padaczkę płata skroniowego (psychomotoryczną), i sugerowała, że morderstw mogła dokonać w stanie zaburzonej świadomości – tzw. fudze dysocjacyjnej, nie pamiętając później samego aktu. Zwolennicy tej teorii wskazują na zeznanie Lizzie podczas procesu, w którym tłumaczyła plamy krwi na sukni „ukąszeniem pchły” – co w wiktoriańskim kodzie językowym było eufemizmem oznaczającym menstruację, a prokuratura i obrona zgodnie zdecydowały, by nie poruszać tego wątku przed sądem.
Teoria ta budzi jednak poważne wątpliwości natury medycznej. Napad padaczki płata skroniowego zwykle wiąże się z utratą świadomości, dezorientacją i niezdolnością do wykonywania precyzyjnych, skoordynowanych ruchów – tymczasem sprawca zadał ofiarom wiele silnych, celowanych ciosów w krótkim odstępie czasu, a następnie sprawnie ukrył lub zniszczył dowody. Krytycy zwracają też uwagę, że częstotliwość rzekomych napadów (dwa morderstwa w ciągu jednego dnia) nie odpowiada typowemu obrazowi klinicznemu tego schorzenia. Mimo to hipoteza „menstruacyjnej morderczyni” na trwałe weszła do popkultury i bywa przywoływana jako przykład tego, jak fizjologia kobiecego ciała była wykorzystywana do tłumaczenia – lub usprawiedliwiania – aktów przemocy.
Przeczytaj również:

Jeffrey Dahmer – na co chorował ten seryjny morderca?
Kleptomania i inne niepokojące sygnały
Po uniewinnieniu Lizzie (która zmieniła imię na Lizbeth) prowadziła życie w odosobnieniu, unikając towarzystwa Fall River. W 1897 roku sklep jubilerski Tilden-Thurber w Providence wystawił nakaz jej aresztowania za kradzież dwóch porcelanowych obrazków – sprawę załatwiono prywatnie, bez procesu. Krążyły też plotki, że już wcześniej, za życia ojca, lokalni kupcy wystawiali rachunki za „zapomniane” przez Lizzie w kieszeniach towary, które regulował Andrew – choć współcześni badacze archiwów Borden nie znaleźli twardych dowodów na to, by praktyka ta miała charakter systematyczny, a nie pojedynczego incydentu. Sam epizod z Tilden-Thurber bywa przywoływany jako możliwy sygnał kleptomanii, ale równie często interpretuje się go po prostu jako drobną kradzież w sklepie – zjawisko wcale nierzadkie wśród zamożnych dam epoki wiktoriańskiej.
Hipoteza wykorzystywania seksualnego
Część historyków, w tym Marcia Carlisle w tekście opublikowanym na łamach „American Heritage”, sugerowała, że Lizzie mogła paść ofiarą wykorzystywania seksualnego, powołując się na udokumentowany w literaturze kryminologicznej związek między niektórymi przypadkami zabójstwa rodzica a wcześniejszym kazirodztwem lub przemocą domową.
Na dzień przed morderstwem Lizzie miała zwierzyć się znajomej: „Czuję się przygnębiona… jakby coś nade mną wisiało, czego nie potrafię z siebie zrzucić, i to ogarnia mnie bez względu na to, gdzie jestem”.
Zwolennicy tej teorii traktują te słowa jako możliwy sygnał głębokiego, długotrwałego kryzysu psychicznego, a nie chwilowego złego nastroju. Warto jednak podkreślić, że jest to hipoteza niepoparta bezpośrednimi dowodami – nigdy nie została w żaden sposób potwierdzona i pozostaje w sferze spekulacji budowanej na poszlakach obyczajowych i psychologicznych analogiach.
Zimna kalkulacja czy afekt? Współczesne spojrzenie
Wielu współczesnych autorów true crime, komentując sprawę, posługuje się raczej językiem zaburzeń osobowości niż psychozy. Wskazuje się na cechy, które – gdyby przyjąć wersję o winie Lizzie – współgrałyby z dzisiejszym opisem osobowości narcystycznej lub antyspołecznej: chłodne, opanowane zachowanie bezpośrednio po odkryciu zwłok, brak widocznej żałoby na pogrzebie, niespójne, zmieniające się zeznania oraz – w późniejszych latach – epizody kradzieży i skłonność do manipulowania otoczeniem.
Christina Ricci, która wcieliła się w Lizzie w produkcji Lizzie Borden Took an Ax, w wywiadach opisywała bohaterkę jako osobę „bardzo wyrachowaną, manipulacyjną”, choć zastrzegała, że to interpretacja aktorska, a nie diagnoza.
Warto jednak zachować dystans wobec tego typu etykietowania. Podobnie jak w przypadku „histerii” sto lat wcześniej, także dzisiejsze określenia bywają nakładane na Lizzie Borden retrospektywnie, bez dostępu do pełnej historii jej rozwoju czy badania klinicznego – a to właśnie brak takich danych sprawia, że żadna z przedstawionych teorii nie ma statusu potwierdzonej diagnozy medycznej.
To, co pozostaje pewne, to fakt, że w domu Bordenów krzyżowały się:
motyw finansowy,
głęboki konflikt rodzinny,
duszna, ograniczająca kobiecą niezależność atmosfera epoki.
Te elementy, niezależnie od stanu zdrowia psychicznego domniemanej sprawczyni, same w sobie stanowią wystarczająco wybuchową mieszankę.
Czy sprawa została ostatecznie rozwiązana?
Poza Lizzie pod uwagę brano między innymi służącą Bridget Sullivan (bez przekonującego motywu i dowodów) oraz odwiedzającego dom Johna Vinnicuma Morse'a, którego mocne alibi – potwierdzone przez krewnych i rozkład jazdy tramwaju konnego – wykluczyło go z grona podejrzanych. Pojawiały się też legendy o nieślubnym synu Andrew czy o tajemniczym intruzie, którego nikt jednak nie widział ani nie zdołał powiązać z miejscem zbrodni.
Do dziś sprawa Bordenów pozostaje jedną z najgłośniejszych nierozstrzygniętych zagadek kryminalnych w historii Stanów Zjednoczonych.
Przeczytaj również:

Ted Bundy – jakie zaburzenia miał ten seryjny morderca?
Filmy, seriale i książki o Lizzie Borden dostępne w Polsce
Historia „dziewczyny z siekierą” od ponad wieku inspiruje twórców literatury i kina, a jej echo dotarło również na polski rynek wydawniczy i platformy streamingowe.
Najbardziej znaną współczesną adaptacją jest „Lizzie” (2018) w reżyserii Craiga Williama Macneilla, z Chloë Sevigny w roli tytułowej i Kristen Stewart jako służąca Bridget Sullivan. Film, dostępny w Polsce między innymi na platformach streamingowych (m.in. CDA) z polskim tłumaczeniem, skupia się na relacji łączącej Lizzie ze służącą i przedstawia jedną z możliwych, uprawdopodobnionych fabularnie wersji wydarzeń.
Wcześniej, w 2014 roku, powstał telewizyjny dramat biograficzny „Lizzie Borden Took an Ax” z Christiną Ricci w roli głównej, wyprodukowany przez stację Lifetime. Sukces produkcji zaowocował miniserialem „The Lizzie Borden Chronicles” (2015), fabularyzującym dalsze, powojenne losy bohaterki. Obie produkcje były dostępne dla polskich widzów na platformach streamingowych (m.in. Netflix) pod oryginalnymi, angielskimi tytułami.
17 września 2026 r. na platformie Netflix zadebiutuje 8-odcinkowy serial pt. „Potwory: Historia Lizzie Borden” (Monster: The Lizzie Borden Story). Będzie to kolejny serial z cyklu „Potwory”, opowiadający historie prawdziwych zbrodniarzy. Wcześniej w cyklu „Potwory” ukazały się sezony dotyczące Jeffreya Dahmera, Lyle'a i Erika Menendezów oraz Eda Geina.
Wśród książek na temat Lizzie Borden wydanych w Polsce można wymienić pozycje takie, jak:
Sarah Schmidt, „Zobacz, co zrobiłam” (tyt. oryg. See What I Have Done, wyd. W.A.B., 2018, przekład: Dobromiła Jankowska) – głośna powieść historyczna, która na nowo opowiada wydarzenia sierpniowego poranka 1892 roku z perspektywy kilku narratorów, w tym samej Lizzie. Książka ukazała się także w wersji audio.
Angela Carter, „Czarna Wenus” (zbiór opowiadań, wyd. polskie) – w tomie znajduje się opowiadanie „Morderstwo w Fall River” (oryg. The Fall River Axe Murders, 1981), literacka, gęsta stylistycznie rekonstrukcja godzin poprzedzających zbrodnię, skupiona na dusznej atmosferze domu Bordenów i społecznym uwięzieniu tytułowej bohaterki.
Wnioski
Sprawa Lizzie Borden pozostaje fascynująca właśnie dlatego, że opiera się jednoznacznym wyjaśnieniom. Wiktoriańska Ameryka chętnie sięgała po diagnozy „histerii” i „miesiączkowego szaleństwa”, by wytłumaczyć niewytłumaczalne. Współcześni autorzy chętniej mówią o zaburzeniach osobowości czy skutkach możliwej traumy. Żadna z tych teorii nie doczekała się jednak potwierdzenia w postaci dokumentacji medycznej – Lizzie Borden nigdy nie została formalnie zdiagnozowana, a wszystko, co wiemy, opiera się na poszlakach, plotkach i interpretacjach powstałych długo po jej śmierci w 1927 roku. To, co pozostaje niepodważalne, to obraz rodziny rozdartej przez pieniądze, tłumione emocje i społeczne oczekiwania wobec kobiet epoki – obraz, który sam w sobie tłumaczy, dlaczego zbrodnia w Fall River wciąż budzi tak wielkie zainteresowanie.
Artykuł ma charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Przedstawione w nim hipotezy dotyczące stanu zdrowia psychicznego Lizzie Borden są historycznymi teoriami różnych autorów, a nie potwierdzonymi diagnozami medycznymi.















