Kim był Stanley Milgram i co chciał udowodnić?
Stanley Milgram był amerykańskim psychologiem społecznym. Przyszedł na świat w rodzinie żydowskich emigrantów w Stanach Zjednoczonych. Tragedia i ogrom zbrodni II wojny światowej odcisnęły piętno na jego życiu i późniejszych poszukiwaniach naukowych.
Obserwując procesy nazistowskich zbrodniarzy, zadał sobie fundamentalne pytanie: jak to możliwe, że miliony ludzi posłusznie uczestniczyły w machinie zagłady w obozach koncentracyjnych? Czy ci ludzie rodzili się potworami, czy też w specyficznych warunkach każdy człowiek jest zdolny do bezwzględnego wykonywania zbrodniczych rozkazów?
Aby to ocenić, Milgram chciał zbadać mechanizmy posłuszeństwa wobec autorytetów. Zastanawiał się, czy uległość zależy od narodowości, czy jest to raczej uniwersalna cecha ludzkiego umysłu. W ten sposób narodził się pomysł, by temat psychologii posłuszeństwa przenieść do kontrolowanych warunków laboratoryjnych. Naukowiec założył, że obywatele amerykańscy, wychowani w duchu demokracji i indywidualizmu, szybko zdecydują się na przerwanie udziału w badaniu, jeśli zostaną zmuszeni do krzywdzenia innych. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna.
Przeczytaj również:

Agresja – definicja, rodzaje, objawy, terapia
Na czym polegał eksperyment Milgrama?
Projekt badawczy został przeprowadzony na Uniwersytecie Yale. W odpowiedzi na ogłoszenie w lokalnej prasie do eksperymentu zgłosili się mężczyźni w różnym wieku i o różnym statusie społecznym. Rekrutacja nie dyskryminowała nikogo ze względu na poziom wykształcenia.
Dokładny przebieg eksperymentu był starannie wyreżyserowany. Uczestnikom powiedziano, że biorą udział w badaniu nad wpływem kar na pamięć i uczenie się. W laboratorium spotykali się w parach, a następnie losowali role: nauczyciela oraz ucznia. W rzeczywistości losowanie było ustawione – prawdziwy uczestnik (ochotnik) zawsze zostawał nauczycielem, a rola ucznia przypadała osobie, którą był pomocnik eksperymentatora (wynajęty aktor).
Osią badania był nauczyciel. Jego zadanie wydawało się z pozoru proste: miał czytać pary słów, a następnie sprawdzać, czy uczeń z sąsiedniego pokoju powtórzy poprawnie skojarzenia. Jeśli padło słowo prawidłowe, przechodzono dalej. Jeśli jednak odpowiedź była błędna, nauczyciel miał aplikować uczniowi wstrząs elektryczny. Służyła do tego specjalna maszyna z przełącznikami od 15 do 450 woltów. Za każdym razem, gdy uczeń się mylił, ochotnik musiał zwiększyć napięcie o kolejne 15 woltów.
Tak naprawdę maszyna była atrapą i nikt nie otrzymywał wstrząsów elektrycznych, jednak uczestnicy byli przekonani, że rażą prądem drugą osobę. Co więcej, na maszynie widniały niepokojące etykiety ostrzegawcze, sugerujące, że najwyższe napięcia powodują uszkodzenia tkanek.
Gdy badany aplikował silny wstrząs, zza ściany dobiegały nagrane wcześniej krzyki, prośby o litość, a w pewnym momencie – grobowa cisza. Kiedy u ochotnika narastał stres, do akcji wkraczał nadzorujący eksperymentator w białym fartuchu (symbolizujący silny autorytet). Jego jedynym narzędziem było wywieranie wpływu za pomocą z góry ustalonych, chłodnych komunikatów. Gdy uczestnik oponował, badacz „motywował go”: „Proszę kontynuować”, „Nie masz innego wyboru, musisz kontynuować”. Uczestnik stawał pod ścianą – musiał realizować plan, niezależnie od tego, czy sprawianie bólu mu się podobało, czy wywoływało silny opór.
Przeczytaj również:

Empatia – co to jest, cechy, czy można się jej nauczyć
Wyniki, które wstrząsnęły światem
Jakie były ostateczne wyniki eksperymentu? Zanim badanie ruszyło, naukowcy i psychiatrzy przewidywali, że zaledwie 1–2 proc. badanych dojdzie do końca skali (450 woltów), a większość ludzi wycofa się przy pierwszych oznakach cierpienia ofiary.
Eksperyment pokazał jednak druzgocącą prawdę. Aż 65 proc. uczestników – zwyczajnych ludzi – doszło do samego końca, aplikując rzekomo śmiertelne napięcie! Posłuszeństwo wzięło górę nad empatią. Każde polecenie wypowiedziane stanowczym tonem przez naukowca sprawiało, że ochotnicy kontynuowali zadanie. Mimo że odczuwali gigantyczny stres, skłonność do ulegania autorytetom wygrywała z poczuciem moralności.
Najważniejszym czynnikiem okazała się fizyczna bliskość autorytetu – gdy eksperymentator wychodził z pokoju i wydawał polecenia przez telefon, stopień podporządkowania spadał. To udowodniło, jak wielki wpływ na racjonalne zachowania ma bezpośrednia obecność osoby, którą uznajemy za ważniejszą lub mądrzejszą od nas samych.
Jakie są neurobiologiczne i biofizyczne mechanizmy uległości wobec autorytetu?
Dlaczego dochodzi do tak skrajnego, ślepego posłuszeństwa? Współczesne badania z zakresu neuronauki tłumaczą to zjawisko reakcją układu nerwowego na stres i hierarchię. Kiedy stajemy przed autorytetem, w mózgu aktywuje się oś stresu (HPA) oraz ciało migdałowate, które odpowiada za przetwarzanie lęku. Wzrasta poziom kortyzolu i adrenaliny.
W takich warunkach funkcje kory przedczołowej (odpowiedzialnej za racjonalne i moralne procesy podejmowania decyzji) ulegają stłumieniu na rzecz pierwotnych reakcji przetrwania, które ewolucyjnie często wymagały podporządkowania się przywódcy.
Będąc pod presją, uczestnicy zaczęli postrzegać siebie nie jako jednostki o własnej woli, lecz jako „narzędzia” w rękach autorytetu. Ciągłe wywieranie nacisku sprawiało, że w głowach ochotników wyłączał się wewnętrzny hamulec moralny, a w momentach zawahania badani polegali wyłącznie na wytycznych naukowca. Instynkt przetrwania miał większy wpływ na ich dłonie aplikujące kolejne wstrząsy niż dramatyczne prośby o ratunek płynące zza ściany.
Przeczytaj również:

HPPD – jak często pojawiają się zaburzenia postrzegania spowodowane psychodelikami?
Czy eksperyment Milgrama byłby dziś możliwy – kwestie etyczne
Z dzisiejszej perspektywy procedury zastosowane przez samego Milgrama są nie do zaakceptowania. Ze względu na dobro uczestników, powtórzenie tych badań byłoby niemożliwe z powodów etycznych.
Kwestią, którą porusza się najczęściej, jest ogromny stres psychiczny u ochotników, którzy przez długi czas po zakończeniu eksperymentu byli przekonani, że trwale skrzywdzili lub wręcz zabili drugiego człowieka.
Wielu z nich zgłaszało poważne zaburzenia snu i stany lękowe. Obecnie standardy etyczne wymagają tzw. świadomej zgody. Uczestnik musi być w pełni poinformowany o celu badania i mieć świadomość, że przerwanie eksperymentu jest możliwe w każdej chwili bez żadnych konsekwencji.
Eksperyment Milgrama – kontrowersje
W kolejnych latach po publikacji pojawiały się liczne krytyczne uwagi do pracy Stanleya Milgrama. Główne zarzuty dotyczyły nie tylko etyki, ale i metodologii. Niektórzy badacze sugerowali, że część ochotników przejrzała mistyfikację i domyśliła się, że rzekome wstrząsy są fałszywe, co miało rzutować na wyniki.
Swoje ustalenia badacz opublikował jako artykuł pt. „Behavioral study of obedience” w periodyku Journal of Abnormal and Social Psychology. Mimo krytyki ze strony innych badaczy, wnioski z samego eksperymentu weszły do kanonu psychologii.
Dla osób pragnących pogłębić ten fascynujący temat, rynek literacki i filmowy ma do zaoferowania wiele ciekawych pozycji. Warto zapoznać się choćby z książką pt. „Posłuszeństwo wobec autorytetu” autorstwa samego Milgrama, a także z pozycją „Posłuszni do bólu. O uległości wobec autorytetu w 50 lat po eksperymencie Milgrama” Tomasza Grzyba i Dariusza Dolińskiego. Warto również obejrzeć film fabularny z 2015 r. pt. „Eksperymentator”, który doskonale oddaje napięcie towarzyszące badaniu.















